Coursor

Mouse Cursor

sobota, 14 lutego 2015

Uru, rozdział 5

-Uru? Gdzie jesteś? - Andy próbowała znaleźć ptaka.
- Och, tu jesteś - dziewczynka popatrzyła czule na ptaszka. Uru rozsypał pudło pełne kredek. Siedział po środku wśród kredek.
-Uru, co my z tobą mamy?
Tydzień mijał, Uru nauczył już się wiele rzeczy. Nie sprawiał już tyle kłopotu. Tata Andy zdążył się z nim zaprzyjaźnić.
- Fiuuu, fiuuu, Uru chodź tu - mama zawołała ptaka. Uru podreptał do niej i wdrapując się pazurkami po spodniach, usiadł na ramieniu.
- Mamo, to taka szkoda, że za parę tygodni się z nim rozstajemy - westchnęła Andy.
- Wiesz, Andy, też się z nim bardzo zaprzyjaźniłam, ale tak będzie lepiej.
Andy zwróciła się do Uru.
- Jutro przyjeżdża Wanessa. I masz być grzeczny! Na pewno ją polubisz, jest miła. Ale będę tęsknić!
 No, cóż, już jesteś mądrzejszy i wierzę, że nie będziesz na siebie zwracał uwagi, ani nie  nabałaganisz.
Mama postawiła miskę pełną kostek lodu na stole. Uru wdrapał się na stół drewnianą drabinką, która była specjalnie do tego przygotowana. Rodzina razem usiadła przy stole. Panowała niezręczna cisza.
- Mamo, jeszcze do Świąt trochę, Wanessa jutro przyjeżdża, jak ukryjemy Uru? - zapytała Andy.
- Dużo myślałam i wpadłam na pomysł. Opowiem ci po kolacji.
- Eh.. no, dobrze mamo.
Uru schrupał swoją porcję kostek lodu i zszedł w dół drabinką. Poszedł do lodówki i zasnął.
Nadszedł poranek, Andy wstała, żeby zrobić śniadanie sobie  i Uru. Jak zrobiła układ z mamą, ptaszek miał mieszkać w jej pokoju. Postawiła miskę lodu na biurku i zatrzasnęła drzwi do pokoju.
Sama poszła do kuchni dokończyć śniadanie. Ptaszek zjadł lód i zaczął rozglądać po pokoju. Stał wysoko na biurku.

niedziela, 29 czerwca 2014

Uru, rozdział 4

-Tak mamo? - odpowiedziała Andy z entuzjazmem. 
- Andy.. ten ptak...
- Mówisz o Uru? Fajne imię nadałam, co? I co z nim?
- Proszę, nie przerywaj mi. zdecydowaliśmy z tatą, że lepiej będzie jeśli oddamy go twojej starszej siostrze, ona lepiej zna się na ptakach. 
- Ale..
- Tam będzie szczęśliwszy ten... no... jak tam go nazywasz?
- Uru
- No, właśnie, ten Uru będzie czuł się tam lepiej. Ona wie jak zaopiekować się każdym ptakiem w przeciwieństwie do nas. 
- Może masz rację... Poza tym  Wanessa  ma w swoim  mieszkanku wielką ptaszarnię. Ma tam cztery małe puszczyki, jednego puchacza  ze złamanym skrzydłem, dziewięć wróbli, z czego każdy jakoś chory, starego bociana, który do Afryki polecieć nie może i ma nawet pingwina, który zachowuje się bardziej jak małe dziecko, bo jak przyszłam raz do niej, to stepował po całym domu plącząc się pod nogi i krzycząc coś po pingwiniemu. Ona tam ma małą legalną przychodnię dla ptaków, a przynajmniej tak mówi.
- No właśnie. A że akurat za miesiąc święta, to dasz go jej w prezencie.
- Ale jak go schowamy? Przecież za tydzień Wanessa przyjeżdża.
- Coś wykombinujemy. Ale obiecaj, że go jej oddasz.
- Przecież umówiłyśmy się, oddam go. Ale będzie mi trochę smutno..
- Nie martw się. 
Mama przytuliła córkę. 
Nagle usłyszały jakiś dźwięk.
"Uru", myśli sobie Andy.
"Kłopoty", myśli sobie mama.

czwartek, 29 maja 2014

Uru,rozdział 3

 Andy wstała podekscytowana, myślącym o swoim wspaniałym wczorajszym odkryciu. Szybko wstała z łóżka i pobiegła do kuchni. Niestety po drodze miała nieprzyjemne bliskie spotkanie z ścianą.
- Auuuu!
- Kochanie,  co się stało?
- Mamo boli! - wrzasnęła masując siniaka na głowie.
- Chodź do kuchni po lód.
- Mamo, nie ma go!
- Czego nie ma?
- No, ptaszka!- powiedziała prawie płacząc.
- Aha, ale na razie przyłóż sobie lód bo ci guz urośnie - powiedziała i otworzyła zamrażarkę, po czym szybko odskoczyła.
- Słonko.. chyba go znalazłam..
- Gdzie? Pokaż!
Mama ostrożnie wyjęła Uru i pokazała córce.
- Mamo - dziewczynce zaszkliły się oczy- czy on nie żyje?
Ale zanim matka zdążyła udzielić odpowiedzi, Uru rozciągnął się i zeskoczył na podłogę. Potem podreptał gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mama Andi wykorzystała moment i przysunęła córce lód. Ta go przytrzymała i pobiegła za ptaszkiem. Zastała go w łazience chlapiącego się w lodowatej wodzie. Wszelkie krany i prysznice były włączone i szalały jak węże.
- Tato.. chodź proszę na chwilkę..
- Co się stało? - powiedział nie przytomny jeszcze tata.
- To..
- Aha..- powiedział i stanął koło córki jak wyryty. Nagle uświadomił sobie co się dzieje. Lodowata woda chlusnęła mu na twarz z rozszalałego prysznica. Tata wkroczył do akcji. Szybko i zwinnie jak na jego ''puszystość'' jak kot wskoczył na rozszalały prysznic i długo się z nim miotał. Andy przeszła bokiem i zakręciła prysznic i popatrzyła na niego jak na idiotę. On wciąż trzymał prysznic jak dzikiego boa. Stał z nim twarzą w twarz i kątem oka patrzył na przyglądającą mu się córkę. Szybko wyrzucił prysznic z rąk i się odsunął nieco w drugą stronę.
- I co tato? Tak nie lepiej? - powiedziała Andy.
- Taa.. - wyziajał tata- lepiej pójdę się przebrać..
- Dobrze.
I tata poszedł, zostawiając mokre ślady.
Uru przymilnie zagruchał do Andy.
- Ah, ah.. ty mój ptaszku.. - westchnęła Andy.
Tata cały się trzęsąc z zimna, prawie doczłapał do sypialni, ale mama mu przeszkodziła.
- Co się stało tym razem?
- Te..n ppp..tt..aaaaa...kk włą..czył.. wszę..ę.dzie.. pry..szn..ice..
- Oh..
Tata doczłapał do sypialni,a mama zawołała Andy.
- Andy!
- Tak mamo?
- Zejdź tu na chwilę!
- Dobrze!
Andy po minucie była już na dole.
- Wiesz, Andy..




piątek, 18 października 2013

Uru, rozdzial 2

Na naszej planecie  akurat była jesień. Z drzew spadały liście, okna były zaszronione, a wiatr cicho swiszczał.
Uru spadł na krzak. Chwile się szamotał, ale zobaczył, że go nie ugryzie, wiec ucichł i wyszedł. Było mu bardzo gorąco. Temperatura na jego planecie w jesieni to jakieś -125 stopni, a tutaj były 3 stopnie.
 Uru zaczął się rozglądać. Zobaczył wiele kolorowych, wysokich drzew, które ograrniała jesienna cisza. To wszystko go ogromnie zadziwiało i zaciekawiało. W końcu doszedł do sporej willi. Az nagle zobaczyl przejrzyste, zaszronione okno. Z radoscia wskoczyl na nie i zapukal , zeby sprawdzic czy to na prawde lod. Ale szybko odskoczyl widzac, ze ktos otwiera okno. Byla to nie wielka dziwczynka. Uru podlecial blizej, zeby sie przyjzec. Wtedy dziewczynka wciagnela go do srodka. Uru zadowolony bardzo, zauwazyl, ze w pokoju jest znacznie ciekawiej niz na zewnatrz. Dziewczynka zaczela  wolno i nie wyraznie pisac cos w zeszycie. Za ten czas Uru  ogladal kazda rzecz znajdujaca sie w pokoju. W koncu dziewczynka przestala pisac i wziela lekko oszolomionego ptaka z tego pokoju. Wbiegla z nim do salonu i zaczela krzyczec:
- Maaaaaaamo! Maaaaaaaamo! Patrz co znalazlam! Sam mi zapukal w okno!
- Dobrze, Andy, ale nie musisz tak krzyczec, stoje kolo ciebie.
Tata chwile sie przygladal z daleka, az w koncu zapytal sie malej Andy:
- Daj mi go na chwile
Dziewczynka dajac tacie ptaszka, cos mruczala pod nosem, ale w koncu dala:
- Ale on zimny!
- On nie wygląda na zmarznitęgo - dodala mama.
- Ale na pewno jest zmęczony - kontynuowała - Andy, czy mogła byś zrobić mu łóżeczko?
- Taaaaaak!
I Andy zaczeła robic łóżeczko, a Uru siedzial na krańcu stolu i czekał. W końcu Andy wyszla z swojego pokoju trzymając jakies pudełeczko, ktorym byly kolorowe skrawki roznych materialow zastepujace prześcieradlo i kołdrę, a poduszeczka do igiel zastepowala normalną poduszkę. Polozyli ptaszka w tym łóżeczku i sami poszli spac. Uru jak tylko uslyszal, ze kroki ustaly rozkryl sie i poszedl, bo poczul gdzies zrodlo mcnego zimna. W koncu doszedl do zamrażarki. Przeszedł do srodka przez mala szpare. Znalazł tam trochę kostek lodu, które z radością schrupal. W końcu najedzony zasnął w lodówce.

czwartek, 3 października 2013

Uru, rozdział 1, prolog

Pewnego razu, na mroźnej planecie Okopus, nie odkrytej przez ludzi, na wielkim gnieździe uplecionym z lodowych nici, pod śnieżnym feniksem, czyli ptakiem gatunku alizas, były dwa zaszronione jajeczka. Alwina, czyli ich matka wychowywała je dzielnie. Aż pewnego razu jajek wykluły się dwa malutkie alizasy i świszcząc przerwały głuchą ciszę. Jednemu  matka dała na imię Uru, a drugiemu  mniej zaradnemu Evis. Oba pisklęcia wychowywały się i rosły bardzo szybko i bardzo dobrze. Po paru miesiącach, gdy były już na tyle duże by mogły uczyć się latać, Uru i Evis czekali na ostatnią porcję jedzenia przed pierwszą lekcją. Evis spał, a Uru patrzył ciekawsko w głąb kryształowej skały, na której było położone gniazdo. Takimi lodowymi skałami o ostrych kształtach była okryta cała planeta. Uru teraz usiłował spojrzeć na daleką wielką lodową skałę pokrytą mgłą. Za bardzo się wychylił i ... zaczął się ślizgać po prawie pionowym lodowcu, przejrzystej skale w dół z prędkością światła. Maluch zatrzymał się z piskiem przed urwiskiem skalnym, ale się zachwiał i runął w dół. Poczuł i zobaczył, że już się oddala od swojej planety i spada na jakąś obcą. Była to nam dobrze znana planeta Ziemia...