-Tak mamo? - odpowiedziała Andy z entuzjazmem.
- Andy.. ten ptak...
- Mówisz o Uru? Fajne imię nadałam, co? I co z nim?
- Proszę, nie przerywaj mi. zdecydowaliśmy z tatą, że lepiej będzie jeśli oddamy go twojej starszej siostrze, ona lepiej zna się na ptakach.
- Ale..
- Tam będzie szczęśliwszy ten... no... jak tam go nazywasz?
- Uru
- No, właśnie, ten Uru będzie czuł się tam lepiej. Ona wie jak zaopiekować się każdym ptakiem w przeciwieństwie do nas.
- Może masz rację... Poza tym Wanessa ma w swoim mieszkanku wielką ptaszarnię. Ma tam cztery małe puszczyki, jednego puchacza ze złamanym skrzydłem, dziewięć wróbli, z czego każdy jakoś chory, starego bociana, który do Afryki polecieć nie może i ma nawet pingwina, który zachowuje się bardziej jak małe dziecko, bo jak przyszłam raz do niej, to stepował po całym domu plącząc się pod nogi i krzycząc coś po pingwiniemu. Ona tam ma małą legalną przychodnię dla ptaków, a przynajmniej tak mówi.
- No właśnie. A że akurat za miesiąc święta, to dasz go jej w prezencie.
- Ale jak go schowamy? Przecież za tydzień Wanessa przyjeżdża.
- Coś wykombinujemy. Ale obiecaj, że go jej oddasz.
- Przecież umówiłyśmy się, oddam go. Ale będzie mi trochę smutno..
- Nie martw się.
Mama przytuliła córkę.
Nagle usłyszały jakiś dźwięk.
"Uru", myśli sobie Andy.
"Kłopoty", myśli sobie mama.
niedziela, 29 czerwca 2014
czwartek, 29 maja 2014
Uru,rozdział 3
Andy wstała podekscytowana, myślącym o swoim wspaniałym wczorajszym odkryciu. Szybko wstała z łóżka i pobiegła do kuchni. Niestety po drodze miała nieprzyjemne bliskie spotkanie z ścianą.
- Auuuu!
- Kochanie, co się stało?
- Mamo boli! - wrzasnęła masując siniaka na głowie.
- Chodź do kuchni po lód.
- Mamo, nie ma go!
- Czego nie ma?
- No, ptaszka!- powiedziała prawie płacząc.
- Aha, ale na razie przyłóż sobie lód bo ci guz urośnie - powiedziała i otworzyła zamrażarkę, po czym szybko odskoczyła.
- Słonko.. chyba go znalazłam..
- Gdzie? Pokaż!
Mama ostrożnie wyjęła Uru i pokazała córce.
- Mamo - dziewczynce zaszkliły się oczy- czy on nie żyje?
Ale zanim matka zdążyła udzielić odpowiedzi, Uru rozciągnął się i zeskoczył na podłogę. Potem podreptał gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mama Andi wykorzystała moment i przysunęła córce lód. Ta go przytrzymała i pobiegła za ptaszkiem. Zastała go w łazience chlapiącego się w lodowatej wodzie. Wszelkie krany i prysznice były włączone i szalały jak węże.
- Tato.. chodź proszę na chwilkę..
- Co się stało? - powiedział nie przytomny jeszcze tata.
- To..
- Aha..- powiedział i stanął koło córki jak wyryty. Nagle uświadomił sobie co się dzieje. Lodowata woda chlusnęła mu na twarz z rozszalałego prysznica. Tata wkroczył do akcji. Szybko i zwinnie jak na jego ''puszystość'' jak kot wskoczył na rozszalały prysznic i długo się z nim miotał. Andy przeszła bokiem i zakręciła prysznic i popatrzyła na niego jak na idiotę. On wciąż trzymał prysznic jak dzikiego boa. Stał z nim twarzą w twarz i kątem oka patrzył na przyglądającą mu się córkę. Szybko wyrzucił prysznic z rąk i się odsunął nieco w drugą stronę.
- I co tato? Tak nie lepiej? - powiedziała Andy.
- Taa.. - wyziajał tata- lepiej pójdę się przebrać..
- Dobrze.
I tata poszedł, zostawiając mokre ślady.
Uru przymilnie zagruchał do Andy.
- Ah, ah.. ty mój ptaszku.. - westchnęła Andy.
Tata cały się trzęsąc z zimna, prawie doczłapał do sypialni, ale mama mu przeszkodziła.
- Co się stało tym razem?
- Te..n ppp..tt..aaaaa...kk włą..czył.. wszę..ę.dzie.. pry..szn..ice..
- Oh..
Tata doczłapał do sypialni,a mama zawołała Andy.
- Andy!
- Tak mamo?
- Zejdź tu na chwilę!
- Dobrze!
Andy po minucie była już na dole.
- Wiesz, Andy..
- Auuuu!
- Kochanie, co się stało?
- Mamo boli! - wrzasnęła masując siniaka na głowie.
- Chodź do kuchni po lód.
- Mamo, nie ma go!
- Czego nie ma?
- No, ptaszka!- powiedziała prawie płacząc.
- Aha, ale na razie przyłóż sobie lód bo ci guz urośnie - powiedziała i otworzyła zamrażarkę, po czym szybko odskoczyła.
- Słonko.. chyba go znalazłam..
- Gdzie? Pokaż!
Mama ostrożnie wyjęła Uru i pokazała córce.
- Mamo - dziewczynce zaszkliły się oczy- czy on nie żyje?
Ale zanim matka zdążyła udzielić odpowiedzi, Uru rozciągnął się i zeskoczył na podłogę. Potem podreptał gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mama Andi wykorzystała moment i przysunęła córce lód. Ta go przytrzymała i pobiegła za ptaszkiem. Zastała go w łazience chlapiącego się w lodowatej wodzie. Wszelkie krany i prysznice były włączone i szalały jak węże.
- Tato.. chodź proszę na chwilkę..
- Co się stało? - powiedział nie przytomny jeszcze tata.
- To..
- Aha..- powiedział i stanął koło córki jak wyryty. Nagle uświadomił sobie co się dzieje. Lodowata woda chlusnęła mu na twarz z rozszalałego prysznica. Tata wkroczył do akcji. Szybko i zwinnie jak na jego ''puszystość'' jak kot wskoczył na rozszalały prysznic i długo się z nim miotał. Andy przeszła bokiem i zakręciła prysznic i popatrzyła na niego jak na idiotę. On wciąż trzymał prysznic jak dzikiego boa. Stał z nim twarzą w twarz i kątem oka patrzył na przyglądającą mu się córkę. Szybko wyrzucił prysznic z rąk i się odsunął nieco w drugą stronę.
- I co tato? Tak nie lepiej? - powiedziała Andy.
- Taa.. - wyziajał tata- lepiej pójdę się przebrać..
- Dobrze.
I tata poszedł, zostawiając mokre ślady.
Uru przymilnie zagruchał do Andy.
- Ah, ah.. ty mój ptaszku.. - westchnęła Andy.
Tata cały się trzęsąc z zimna, prawie doczłapał do sypialni, ale mama mu przeszkodziła.
- Co się stało tym razem?
- Te..n ppp..tt..aaaaa...kk włą..czył.. wszę..ę.dzie.. pry..szn..ice..
- Oh..
Tata doczłapał do sypialni,a mama zawołała Andy.
- Andy!
- Tak mamo?
- Zejdź tu na chwilę!
- Dobrze!
Andy po minucie była już na dole.
- Wiesz, Andy..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)